Sobota, 7 listopada 2026

Faktomatik.

Wiadomości, które warto rozumieć

Europa

Na świecie powstają gigantyczne magazyny pełne towarów, których prawdopodobnie nikt nigdy nie kupi

Na świecie powstają gigantyczne magazyny pełne towarów, których prawdopodobnie nikt nigdy nie kupi

Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, co dzieje się z tymi wszystkimi rzeczami, które zamawiamy w internecie, ale których ostatecznie nigdy nie wyjmujemy z pudełka? Albo z tymi tysiącami tanich gadżetów, które lądują w koszyku tylko dlatego, że kosztowały grosze? Okazuje się, że nasza planeta zamienia się w jedno wielkie składowisko towarów, których nikt tak naprawdę nie potrzebuje. To zjawisko, nazywane często „nadprodukcją towarów widm”, staje się jednym z największych, a zarazem najmniej widocznych problemów współczesnej gospodarki.

Magazyny, które nigdy nie śpią

Spacerując po nowoczesnych strefach logistycznych, nie zobaczysz już tylko ciężarówek wyładowanych towarem pierwszej potrzeby. Zobaczysz gigantyczne hale, które ciągną się po horyzont. Raporty branżowe, takie jak dane firmy CBRE czy Cushman & Wakefield, wskazują, że popyt na powierzchnie magazynowe w ostatnich latach wystrzelił w kosmos. W samej Europie i USA buduje się miliony metrów kwadratowych nowych przestrzeni, aby pomieścić zapasy, które często nie mają szans na sprzedaż.

Problem polega na tym, że firmy, bojąc się przerw w łańcuchach dostaw, zaczęły stosować strategię „just-in-case” zamiast „just-in-time”. Zamiast zamawiać dokładnie tyle, ile trzeba, zamawiają na zapas. Efekt? Miliardy dolarów zamrożone w towarach, które kurzą się na półkach, tracąc swoją wartość rynkową z każdym kolejnym dniem.

Dlaczego produkujemy śmieci?

Ekonomiści wskazują na prosty mechanizm: algorytmy. Systemy zarządzania zapasami, napędzane przez sztuczną inteligencję, często błędnie szacują popyt. W efekcie fabryki w Azji pracują na pełnych obrotach, wypuszczając miliony jednostek towarów, które według prognoz powinny się sprzedać. Kiedy prognozy zawodzą, towar nie trafia do utylizacji – bo to kosztuje – lecz do „magazynów-widm”.

Badania dotyczące gospodarki cyrkularnej pokazują, że nawet do 30% produktów wyprodukowanych w branży modowej i elektronicznej nigdy nie trafia do rąk klienta końcowego. To ogromna skala marnotrawstwa zasobów, energii i ludzkiej pracy, która po prostu znika w otchłani logistycznej. Zamiast oferować zniżki, które mogłyby zniszczyć wizerunek marki, firmy wolą trzymać towar w ukryciu, czekając na „lepsze czasy”, które w przypadku wielu produktów nigdy nie nadchodzą.

Koszt, którego nie widzisz na paragonie

Wielu z nas myśli, że skoro produkt nie trafił do śmieci, to jest w porządku. Niestety, utrzymanie takich magazynów to gigantyczny koszt dla środowiska i gospodarki. Prąd potrzebny do oświetlenia i ogrzewania (lub chłodzenia) tych powierzchni, ślad węglowy związany z transportem towarów z jednego końca świata na drugi, a potem ich składowaniem – to wszystko wliczane jest w ceny produktów, które kupujemy na co dzień. Płacimy więc za to, że gdzieś indziej gnije towar, którego nikt nie chciał.

Eksperci z branży logistycznej zauważają, że rynek znajduje się w punkcie zwrotnym. Przepełnione magazyny stają się balastem finansowym. Niektóre firmy zaczynają wyprzedawać zapasy po kosztach, co prowadzi do drastycznych spadków cen, ale inne wolą utrzymywać status quo, licząc na to, że rynek w końcu wchłonie te „nadwyżki”.

Czy czeka nas wielkie sprzątanie?

Nie da się w nieskończoność pompować balonu produkcji. Wiele wskazuje na to, że w najbliższych latach czeka nas fala upadłości firm, które przeliczyły się ze swoimi zapasami. Zamiast kolejnych hal, gospodarka będzie musiała skupić się na inteligentnym zarządzaniu tym, co już mamy. To oznacza nie tylko koniec ery „taniej chińszczyzny” dostępnej na jedno kliknięcie, ale także zmianę w podejściu do tego, co uznajemy za sukces rynkowy.

Zamiast patrzeć na wielkość magazynów jako wyznacznik potęgi firmy, inwestorzy coraz częściej pytają o wskaźnik rotacji zapasów. To sygnał, że rynek zaczyna powoli rozumieć, iż produkcja towarów, których nikt nie chce, to nie tylko strata pieniędzy – to błąd systemowy, który kosztuje nas wszystkich znacznie więcej, niż nam się wydaje.

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Adres e-mail nie będzie widoczny. Komentarze są moderowane.

Dodając komentarz, akceptujesz zasady dyskusji. Administratorem danych jest wydawca serwisu, szczegóły w polityce prywatności.