Niedziela, 8 listopada 2026

Faktomatik.

Wiadomości, które warto rozumieć

Auta elektryczne

Fabryki baterii w Europie pod presją chińskich producentów

Chińscy producenci baterii dominują w Europie. Gigantyczne inwestycje, fabryki w Hiszpanii i Słowacji oraz presja na tradycyjny przemysł motoryzacyjny.

Fabryki baterii w Europie pod presją chińskich producentów
Fot. Ayyeee Ayyeee / Pexels

Europejski przemysł motoryzacyjny ma twardy orzech do zgryzienia. Kiedy rządy i koncerny stawiały wszystko na elektromobilność, okazało się, że chińska konkurencja gra w zupełnie innej lidze. Spółki z Państwa Środka nie tylko przejmują rynek, ale budują swoje fabryki tuż pod naszym nosem, wywołując niemałe zamieszkanie w starych, europejskich stolicach motoryzacji.

Skala wyzwania, czyli dlaczego chińskie baterie są tańsze

Każdy, kto interesuje się autami na prąd, wie, że bateria to najdroższy element pojazdu. Według danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej koszty produkcji ogniw poza Chinami są wyższe aż o 30 do 60 procent. Taka różnica sprawia, że europejskie marki tracą rentowność szybciej, niż zdążą policzyć zyski ze sprzedaży nowych modeli.

Co gorsza, uzależnienie od chińskich surowców i technologii to tykająca bomba. Szacuje się, że w przypadku nagłego wstrzymania eksportu kluczowych komponentów przez Chiny, wartość utraconej produkcji samochodów elektrycznych poza Państwem Środka mogłaby wynosić nawet 17 miliardów dolarów miesięcznie. Ponad połowa tych strat uderzyłaby bezpośrednio w Unię Europejską.

Chińskie gigafabryki w sercu Europy

Zamiast walczyć z wiatrakami, europejskie koncerny decydują się na współpracę. Dobrym przykładem są ruchy Volkswagena, który wspólnie z chińskim producentem Gotion High-tech inwestuje łącznie 3,22 miliarda euro w trzy fabryki baterii i materiałów katodowych, między innymi w szwedzkich czy słowackich lokalizacjach.

W słowackich Šuranach powstaje zakład, który ma dostarczać 8,4 GWh rocznie, podczas gdy projekt w hiszpańskiej Walencji ma osiągnąć zdolność produkcyjną na poziomie 29,1 GWh rocznie. Łącznie te trzy przedsięwzięcia dadzą aż 37,5 GWh rocznie.

Hiszpania nowym zagłębiem bateryjnym

Półwysep Iberyjski wyrasta na europejską stolicę ogniw litowo-żelazofosforowych. CATL, gigant z Chin, łączy siły ze Stellantis, budując gigafabrykę w Saragossie. Koszt tej inwestycji to bagatela 4,1 miliarda euro. Do końca 2026 roku planowany jest rozruch i osiągnięcie imponującej mocy do 50 GWh rocznie. Fabrykacja da zatrudnienie aż 4 tysiącom pracowników.

Na tym nie koniec. Kolejna chińska spółka, Hithium, przeznacza 400 milionów euro na pierwszą fazę budowy swojej megafabryki w hiszpańskiej Nawarrze. Tam planowane jest utworzenie 750 bezpośrednich miejsc pracy w pierwszej fazie i kolejnych 300 w następnej.

Co to oznacza dla rynku?

Chińskie koncerny nie zwalniają tempa. Przykładowo, sam CATL zamierza przekroczyć poziom sprzedaży baterii wynoszący 1 TWh, czyli 1000 GWh, jeszcze w 2026 roku. Oznacza to wzrost o ponad 51 procent względem wyniku 661 GWh z 2025 roku.

Dla zwykłego kierowcy oznacza to jedno – chińska dominacja może w dłuższej perspektywie obniżyć ceny aut elektrycznych w salonach, ale jednocześnie stawia europejską gospodarkę w trudnej pozycji negocjacyjnej. Zamiast czystego „made in Europe”, mamy do czynienia z nową rzeczywistością, w której chiński kapitał ratuje europejskie fabryki przed całkowitym zapaściem.

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Adres e-mail nie będzie widoczny. Komentarze są moderowane.

Dodając komentarz, akceptujesz zasady dyskusji. Administratorem danych jest wydawca serwisu, szczegóły w polityce prywatności.