Idziesz główną ulicą swojego miasta, podnosisz wzrok i zamiast zabytkowej kamienicy widzisz wielką płachtę reklamową zachęcającą do zakupu garnituru albo nowego SUV-a. Przez lata polskie samorządy próbowały z tym walczyć, wprowadzając tak zwane uchwały krajobrazowe. Miał być ład, porządek i koniec z wizualnym śmietnikiem. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie bardziej skomplikowana, a urzędnicy zderzyli się ze ścianą przepisów i praw nabytych.
Skala problemu, czyli co sprawdziła NIK
Zanim miasta wzięły się za porządki, Najwyższa Izba Kontroli postanowiła sprawdzić, jak wygląda rzeczywistość w polskich ośrodkach miejskich. Wyniki kontroli przeprowadzonej w latach 2020-2023 zmroziły niejednego urzędnika. Okazało się, że skala nielegalnych reklam, czyli takich, które postawiono bez wymaganych zgód władz lokalnych, waha się od 12% do nawet 100% w skontrolowanych gminach. Miasta tonęły w samowolkach budowlanych obwieszonych banerami, a dotychczasowe narzędzia prawne często okazały się zbyt słabe, by skutecznie z tym walczyć.
Przełomowy wyrok i hamulec dla samorządów
Sytuacja stała się jeszcze ciekawsza 12 sierpnia 2026 r., kiedy Naczelny Sąd Administracyjny wydał przełomowy wyrok. Zgodnie z tym rozstrzygnięciem, gminy nie mogą już tak łatwo usuwać legalnie postawionych billboardów bez wypłaty sprawiedliwego odszkodowania właścicielom. To mocno komplikuje życie samorządowcom, którzy liczyli na szybkie czyszczenie przestrzeni publicznej za pomocą samych uchwał. Ustawa krajobrazowa zyskała więc poważny hamulec, a miasta muszą teraz mocno liczyć się z kosztami finansowymi swoich decyzji.
Jak żyć z reklamami w tle?
Co to oznacza dla zwykłego mieszkańca, który po prostu chce przejść się czystą ulicą? Przede wszystkim to, że walka z chaosem potrwa dłużej, niż zapowiadano. Zamiast rewolucji mamy prawną przepychankę między samorządami a właścicielami nośników reklamowych. Miasta będą musiały znajdować kompromisy albo płacić miliony z budżetów lokalnych za zdejmowanie wielkich banerów. Przestrzeń publiczna zmienia się powoli, a kwestia tego, co widzimy nad naszymi głowami, pozostaje jednym z najbardziej gorących tematów polskich miast.




Dodaj komentarz