Czwartek, 5 listopada 2026

nurt.

Wiadomości, które warto rozumieć

Internet

Zakupy w internecie: gdzie kończy się promocja, a zaczyna manipulacja

Przecena 30 proc. bywa pozorna. Sprawdź, jak działa najniższa cena z 30 dni, czym są fałszywe liczniki czasu i jak uniknąć ukrytych opłat w e-sklepach.

Zakupy w internecie: gdzie kończy się promocja, a zaczyna manipulacja
Fot. RDNE Stock project / Pexels

Każdy, kto poszedł po jedną rzecz, a wrócił z pełnym koszykiem, doskonale zna to uczucie. Sklep wcale nie musi nas namawiać wprost. Wystarczy, że okazja wygląda na pilną. Zamiast zrzucać wszystko na przypadek, przyjrzyjmy się zasadom i sztuczkom, pod lupę bierze urząd ochrony konsumentów.

Przecena z pamięcią

Od początku 2023 roku sprzedawcy w całej Unii Europejskiej muszą pokazywać najniższą cenę towaru z ostatnich 30 dni przed obniżką. Taki obowiązek dotyczy każdego sklepu w UE, który ogłasza jakąkolwiek promocję.

Brzmi to oficjalnie, ale sprowadza się do prostego pytania: czy ta obniżka w ogóle istnieje? Urząd pokazał to na bardzo czytelnym przykładzie. Sklep podał cenę promocyjną 989 zł i przekreślił kwotę 1439 zł. Tymczasem najniższa cena tego produktu w ciągu ostatnich 30 dni wynosiła 899 zł.

OznaczenieKwotaCo z tego wynika
Cena przekreślona1439 złWygląda na punkt odniesienia, ale nie jest ceną z ostatnich 30 dni
Najniższa cena z 30 dni899 złPrawdziwy punkt odniesienia dla kupującego
Cena promocyjna989 złWyższa o około 10 proc. od najniższej ceny z 30 dni

Na pierwszy rzut oka oszczędzamy ponad 30 proc. Gdy jednak spojrzymy na wcześniejszą kwotę, okazuje się coś zupełnie innego. Podobną sytuację urząd zauważył przy produktach z naklejką minus 43 proc., gdzie promocyjna cena była identyczna z najniższą z minionego miesiąca. UOKiK przypomina wprost: każda zniżka musi odnosić się do najniższej kwoty z ostatnich 30 dni przed wprowadzeniem rabatu.

Trzeba też uczciwie przyznać, że nie każdy błąd wynika ze złej woli. UOKiK zauważył, że w niektórych sklepach ceny promocyjne zmieniały się po kilka razy w ciągu paru dni. Niestety informacja o najniższej ofercie z 30 dni zostawała stara i wprowadzała w błąd.

Licznik, który śpieszy się bardziej niż sklep

Zegar odliczający minuty, hasła o ostatnich sztukach i migające powiadomienia grają na naszych emocjach. Urząd nazywa takie metody dark patterns. To internetowe triki, które mają skłonić nas do szybkiego zakupu. Sztuczny licznik rabatu, ukryty przycisk rezygnacji czy zgoda, którą łatwo kliknąć, ale trudno cofnąć – to klasyczne przykłady takich pułapek.

Zjawisko jest powszechne. Kontrola Komisji Europejskiej i sieci urzędów konsumenckich, w tym polskiego UOKiK, wykazała, że prawie 40 proc. z 399 sprawdzonych e-sklepów z różnych branż stosowało przynajmniej jeden z trzech trików: fałszywy licznik czasu, mylący wygląd strony lub ukrywanie ważnych danych. Z innego przeglądu wynika, że tego typu manipulacje pojawiły się na 148 z 399 stron, z czego aż 42 witryny sztucznie odliczały minuty do końca rzekomej okazji.

Koszyk, który dopisuje sam siebie

Kiedy wybierzemy już produkt, zakupy stają się mniej przyjemne. Do rachunku potrafi po cichu wskoczyć dodatkowe ubezpieczenie, płatna gwarancja albo inna zaznaczona z góry opcja. Sprawa e-sklepu DUKA dowodzi, że to poważny problem. Urząd uznał, że dorzucanie produktów do koszyka bez jasnej, wcześniejszej zgody klienta to nieuczciwa praktyka rynkowa. Za takie działanie na firmę nałożono karę przekraczającą 1,5 mln zł.

Ukryte koszty na finiszu

Ostatni krok przed płatnością potrafi niemile zaskoczyć. Koszt wysyłki pojawia się dopiero po podaniu adresu, a w podsumowaniu nagle rośnie opłata serwisowa. Dobrze wtedy zerknąć na sumę z początku zakupów, bo różnica zazwyczaj bierze się z drobnych dopisków. Według UOKiK ukrywanie kosztów dostawy to jeden z najczęstszych grzechów sklepów internetowych.

Dlaczego to tak dobrze działa

Większość tych sztuczek nie wygląda podejrzanie. Widzimy ładny, kolorowy przycisk, zgrabny opis i kilka podpowiedzi, które brzmią całkiem sensownie. Urząd podkreśla, że sprawdza układ elementów na stronie: co sklep wybija kolorem, dużym drukiem czy miejscem na ekranie, a co spycha na sam dół. Dla nas to po prostu przeglądanie witryny, zupełnie jak w tradycyjnym sklepie, gdzie na wysokości oczu stoją towary z najwyższą marżą.

UOKiK nie ogranicza się tylko do tradycyjnych kontroli. W walce z takimi praktykami pomaga system DRAKE, który wykorzystuje sztuczną inteligencję. Urząd zaznacza, że to narzędzie ułatwia badanie tysięcy stron i wskazuje podejrzane miejsca, ale samo nie wydaje wyroków ani nie ocenia przepisów.

Jak nie dać się złapać

Wystarczy kilka prostych nawyków, by znów robić zakupy z czystą głową. Nie musimy być analitykami ani poświęcać na to długich godzin.

  1. Przy każdej przecenie sprawdzaj najniższą cenę z ostatnich 30 dni i porównuj ją z tą promocyjną.
  2. Przeglądaj koszyk i upewnij się, że nie ma w nim dodatków, których nikt z tobą nie ustalał.
  3. Zwracaj uwagę na mały druk przy przekreślonych kwotach, bo tam kryją się szczegóły.
  4. Gdy czujesz pośpiech, odczekaj dobę przed zakupem. Większość okazji wcale nie znika po godzinie.

Z badań UOKiK wynika, że 85 proc. Polaków wie o zasadzie najniższej ceny z 30 dni, ale co drugi z nas ma kłopot ze znalezieniem tej kwoty w sklepie. Świadomość już mamy, teraz czekamy na pełną przejrzystość.

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Adres e-mail nie będzie widoczny. Komentarze są moderowane.

Dodając komentarz, akceptujesz zasady dyskusji. Administratorem danych jest wydawca serwisu, szczegóły w polityce prywatności.