Niedziela, 8 listopada 2026

Faktomatik.

Wiadomości, które warto rozumieć

USA

Na amerykańskiej prowincji można znaleźć całe centra handlowe, w których pozostało zaledwie kilka czynnych sklepów

Na amerykańskiej prowincji można znaleźć całe centra handlowe, w których pozostało zaledwie kilka czynnych sklepów

Jadąc przez amerykańską prowincję, łatwo trafić na widok, który przypomina scenografię z filmu postapokaliptycznego. Wielkie, betonowe bryły budynków, które kiedyś tętniły życiem, dziś straszą pustymi parkingami i witrynami zasłoniętymi dyktą. To zjawisko ma nawet swoją nazwę – dead malls, czyli martwe centra handlowe. Choć w dużych metropoliach handel przeniósł się do nowoczesnych hubów, na głębokiej prowincji te relikty przeszłości powoli stają się pomnikami minionej ery konsumpcji.

Dlaczego te giganty umierają?

Jeszcze trzy dekady temu centrum handlowe było sercem lokalnej społeczności. To tam chodziło się na zakupy, do kina czy na spotkania przy jedzeniu. Jednak według raportu firmy analitycznej Coresight Research, branża retail w USA przechodzi brutalną transformację. Od 2017 roku zamknięto tysiące sklepów, a tempo zamykania fizycznych placówek przyspieszyło w wyniku pandemii COVID-19, która ostatecznie przekonała nawet najbardziej opornych Amerykanów do zakupów online.

Kluczowym graczem w tej grze jest Amazon. Wygoda zamawiania wszystkiego pod drzwi sprawiła, że wyprawa do galerii oddalonej o 30 minut jazdy samochodem straciła sens. Dodajmy do tego fakt, że wiele z tych centrów było budowanych w czasach, gdy amerykańskie przedmieścia dynamicznie rosły. Dziś demografia się zmieniła – młodzi ludzie uciekają do większych miast, zostawiając na prowincji starsze społeczeństwo, które ma inne potrzeby zakupowe.

Efekt domina: Gdy zamyka się kotwica

W branży handlowej istnieje pojęcie „sklepów kotwicznych” (anchor stores). To zazwyczaj wielkie domy towarowe, jak Macy’s, JCPenney czy Sears, które przyciągały tłumy. Gdy taki gigant ogłasza upadłość lub zamyka swój punkt, cały obiekt traci rację bytu. Mniejsze butiki, które żyły z ruchu generowanego przez „kotwicę”, tracą klientów w błyskawicznym tempie.

Według danych opublikowanych przez UBS, szacuje się, że do 2026 roku w USA może zostać zamkniętych nawet 40 000 do 50 000 sklepów detalicznych. Wiele z nich znajduje się właśnie w takich „umierających” centrach. Gdy znika jeden sklep, właściciel nieruchomości traci dochody z czynszu. To oznacza mniej pieniędzy na ochronę, sprzątanie i modernizację. Obiekt zaczyna niszczeć, co odstrasza kolejnych klientów – i tak koło się zamyka.

Nowe życie w ruinach

Czy to koniec ery centrów handlowych? Niekoniecznie. Część deweloperów próbuje ratować sytuację, zmieniając przeznaczenie tych budynków. Zamiast sprzedawać ubrania, centra handlowe zamieniają się w tzw. centra rozrywkowe lub usługowe. W niektórych miejscach w dawnym sklepie z odzieżą powstają przychodnie lekarskie, siłownie, a nawet kościoły czy przestrzenie typu coworking.

To tzw. „repurposing”, czyli nadawanie drugiego życia. Eksperci z Urban Land Institute wskazują, że to jedyna szansa dla wielu nieruchomości na amerykańskiej prowincji. Zamiast burzyć betonowe konstrukcje, co jest kosztowne i nieekologiczne, lepiej zaadaptować je do potrzeb lokalnej społeczności, która nie potrzebuje kolejnego sklepu z ubraniami, ale potrzebuje miejsca spotkań lub usług medycznych blisko domu.

Co to oznacza dla amerykańskiego snu?

Widok martwego centrum handlowego to nie tylko kwestia ekonomiczna, to symbol zmian w amerykańskim stylu życia. Kiedyś galeria była centrum życia społecznego. Dzisiaj to życie przeniosło się do sieci, a fizyczna przestrzeń na prowincji stała się „trzecim miejscem”, które przestało pełnić swoją funkcję. Choć puste korytarze mogą budzić niepokój, są one wyraźnym sygnałem, że amerykańska prowincja musi wymyślić się na nowo, by przetrwać w świecie, w którym wszystko, czego potrzebujemy, mieści się w ekranie smartfona.

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Adres e-mail nie będzie widoczny. Komentarze są moderowane.

Dodając komentarz, akceptujesz zasady dyskusji. Administratorem danych jest wydawca serwisu, szczegóły w polityce prywatności.