Wszyscy słyszeliśmy o globalizacji. Przez lata kojarzyła się z tanimi gadżetami z drugiego końca świata, awokado w środku zimy i łatwym zamawianiem paczek z zagranicznych sklepów. Dziś jednak ten model zaczyna się psuć. Czy to oznacza koniec globalnego handlu, czy raczej jego wielkie przemeblowanie?
Nowa rzeczywistość handlu międzynarodowego
Zamiast mówić o końcu wymiany międzynarodowej, lepiej spojrzeć na twarde liczby. W 2025 roku wartość światowego handlu towarami i usługami osiągnęła poziom około 35 bilionów dolarów, co wynika z raportu UNCTAD Global Trade Update 2026. Handel wciąż kręci się na ogromną skalę, ale zasady gry wyraźnie się zmieniły.
Kiedyś liczyła się wyłącznie cena – towar jechał tam, gdzie produkowano go najtaniej, często z państw odległych o tysiące kilometrów. Teraz na pierwszy plan wysuwa się bezpieczeństwo dostaw. Z danych OECD z 2026 roku wynika, że ponad 70 procent światowego handlu odbywa się nadal w ramach globalnych łańcuchów wartości, ale ich struktura ulega wyraźnej zmianie w kierunku dostawców regionalnych.
Uzbrojona globalizacja, czyli polityka w tle
Ekonomiści i analitycy coraz śmielej posługują się pojęciem uzbrojonej globalizacji, które idealnie opisuje obecny stan gospodarki z 2026 roku. O co w tym chodzi? O to, że technologie, łańcuchy dostaw i przepisy przestały być neutralne. Zaczęły być wykorzystywane jako narzędzia nacisku i rywalizacji geopolitycznej między największymi mocarstwami.
Państwa wolą mieć kluczowe fabryki bliżej domu, nawet jeśli produkcja kosztuje nieco więcej. Przenoszenie biznesu z powrotem do własnego kraju lub do najbliższych sąsiadów staje się polisą ubezpieczeniową na wypadek kolejnych kryzysów, pandemii czy konfliktów politycznych.
Co to oznacza dla naszych portfeli
Wzrost gospodarczy Unii Europejskiej w latach 2025-2030 ma utrzymać się na poziomie około 1,5-2 procent rocznie, jak prognozuje OECD w 2026 roku. To stabilny, ale jednak umiarkowany wzrost, który sprawia, że każda zmiana w kosztach produkcji bezpośrednio uderza w konsumentów.
Koniec taniej globalizacji oznacza, że towary sprowadzane z daleka mogą powoli drożeć, a na sklepy trafiać będą częściej produkty wytworzone bliżej naszego miejsca zamieszkania. Zamiast taniej masowej produkcji z Azji, firmy stawiają na krótsze trasy transportowe i większą samowystarczalność regionów.




Dodaj komentarz