Czarny kamień od dziesięcioleci budował potęgę przemysłową naszego kraju, ale dziś coraz mocniej daje się we znaki naszym portfelom. W dyskusjach o przyszłości czarnego surowca często mieszają się wielka polityka, troska o klimat i proste rachunki, które każdego miesiąca trafiają do domów. Czas przyjrzeć się temu, jak wygląda rzeczywistość w polskich kopalniach i co to oznacza dla naszych rachunków za prąd oraz miejsc pracy.
Rekordowe straty i suche liczby
Trudno uciec od twardych danych, które pokazują, że polskie górnictwo zmaga się z gigantycznymi problemami finansowymi. Rok 2025 zamknął się dla sektora węgla kamiennego stratą netto sięgającą aż 8,065 mld zł. Same giganty, czyli Jastrzębska Spółka Węglowa oraz Polska Grupa Górnicza, zanotowały odpowiednio 3,9 mld zł oraz 2 mld zł na minusie. Co więcej, dane narastające od stycznia do końca sierpnia 2026 roku pokazują kolejne blisko 2,5 mld zł straty.
Te liczby to nie tylko abstrakcyjne miliony w tabelach zarządów. To realne koszty, które ponoszą wszyscy obywatele. Utrzymanie jednego miejsca pracy w deficytowej części polskiego górnictwa kosztuje podatników około 450 tys. zł rocznie. Nic dziwnego, że zatrudnienie topnieje w oczach. Na koniec września 2026 roku w sektorze pracowało 62 111 osób, podczas gdy rok wcześniej było to 71 666 osób. Liczba czynnych kopalń węgla kamiennego w październiku 2026 roku spadła do 15.
Ostatni bastion w Europie
Mało kto zdaje sobie sprawę, że Polska stała się absolutnym rodzynkiem na mapie Starego Kontynentu. Gdy 31 stycznia 2026 roku czeska spółka OKD ostatecznie zakończyła wydobycie w kopalni CzSM w Stonawie, Polska została jedynym krajem Unii Europejskiej produkującym węgiel kamienny. Wydobycie w kraju powoli maleje. W 2025 roku wyniosło 42,8 mln ton (spadek o 1,2 mln ton względem roku poprzedniego), przy sprzedaży na poziomie 43,2 mln ton i krajowym zużyciu węgla energetycznego wynoszącym 37,8 mln ton. Z kolei we wrześniu 2026 roku wydobyto 3,411 mln ton, a sprzedano 3,555 mln ton tego surowca. Co ciekawe, import węgla skurczył się do 3 mln ton, co oznacza spadek o 26 proc.
Mimo tych zmian, węgiel nadal trzyma mocną pozycję w krajowej energetyce. W 2025 roku jego udział w polskim miksie energetycznym przy wytwarzaniu prądu wyniósł ponad 52 proc. Prąd z czarnego paliwa wciąż płynie w gniazdkach większości polskich domów, choć koszty tego rozwiązania stają się coraz wyższe.
Daty, które zmieniają wszystko
Wokół przyszłości węgla krąży kilka kluczowych dat, które wyznaczają ramy transformacji energetycznej. Strategia PGE zakłada, że segment węglowy spółki ma pozostać deficytowy aż do 2035 roku, generując straty rzędu 3,3 mld zł w 2030 roku i 1,5 mld zł w 2035 roku. Ten sam rok, czyli 2035, pojawia się w projekcie KPEiK jako moment wycofania węgla z produkcji ciepła. Z kolei rok 2040 ma przynieść całkowite wycofanie węgla z elektroenergetyki, a ostateczny kres funkcjonowania kopalń węgla kamiennego w Polsce wyznaczono na 2049 rok zgodnie z obowiązującą umową społeczną.
Przed nami lata trudnych decyzji. Pytanie o to, jak szybko uda się zastąpić tradycyjne źródła energii i kto zapłaci za transformację, pozostaje jednym z najważniejszych tematów debaty publicznej. Jasne jest jedno: era taniego węgla bezpowrotnie mija, a polska gospodarka musi szukać stabilnej równowagi między bezpieczeństwem energetycznym a czystym rachunkiem ekonomicznym.




Dodaj komentarz